2009
12.11

Nie stawiam pytania, tylko piszę zdaniem twierdzącym. Studia są z dupy i jeśli myślisz, że dzięki nim zdobędziesz pracę, będziesz więcej zarabiał, czy też myślisz (co mnie najbardziej śmieszy), że zdobędziesz nowy zapas wiedzy i doświadczenia to się grubo mylisz!

Powiem więcej, stracisz czas i pieniądze, a i tak gówno będziesz z tego miał. Papier? Tak masz rację, przyda Ci się, ale tylko po to, aby otrzeć łzy i wysmarkać nim nosa jak wywalą Cię z pracy, bo akurat będzie moda na kryzys w gospodarce. Powiesz wtedy, cóż no jest kryzys, tysiące ludzi straciło prace, nie ma łatwo. Coraz trudniej o zatrudnienie, teraz pracodawca szuka kogoś kto ma 25 lat i 5 lat doświadczenia w branży. Jak tu mieć 5 lat doświadczenia jak w wieku 25 lat kończy się studia i dopiero się zaczyna swoją karierę?

Brzmi znajomo, nie?

Sorry żyjemy w czasach, w których nie jeden gimnazjalista programuje lepiej niż student trzeciego roku informatyki! Niemożliwe? Poczytaj sobie grupy dyskusyjne, gdzie przed sesją tysiące studentów prosi o pomoc, a jeszcze lepiej o zrobienie za nich prostego programu – sortowania bąbelkowego, albo programu, który liczy silnie z N.

Zrozum! Twój pracodawca zatrudni Cię nie dlatego, że masz ładne CV i dyplom uczelni wyższej, tylko po to, abyś zarabiał dla niego pieniądze. On płaci Ci za Twój czas i za Twoją wiedzę – W I E D Z Ę i D O Ś W I A D C Z E N I E, a nie za jakiś tam papier. A papier czy to uczelni państwowej czy prywatnej jest dla niego tyle samo wart – gówno wart.

Kolejna rzecz to szkolenia i certyfikaty. No fajna sprawa, tylko też WIEDZA i DOŚWIADCZENIE. Niby oczywiste a na rekrutacji zdarzają się ludzie co mają certyfikat Cisco CCNA, a nie wiedzą do czego służy traceroute, a o jego prawidłowej interpretacji to już nawet nie wspomnę. Programiści – moi ulubieni.

- Cześć, pokaż mi co potrafisz…
- … no skończyłem studia na UW, znam C++, C#, Jave, HTML, CSS, PHP, MySQL
- no… świetnie html i css mówiesz, dobrze znasz te rzeczy?
- tak perfekcyjnie
- ok to napraw layout na tej stronie
- yyyy eeee yyyy, ale internet explorer ma błędy, proszę zobaczyć pod firefoksem działa
- ok, ale zrób tak, aby działało pod Internet Explorerem
- no, mogę to na table przepisać
- khm… to przejdźmy to C++
- co myślisz o wielodziedziczeniu?
- no nie jest to dobra praktyka?
- dlaczego?
- nooo bo brzydki kod piszemy
- ale dlaczego?
- …. *chwila zastanowienia* w sumie to się nie zastanawiałem nad tym nigdy
- dobra to tu masz trochę kodu, ale coś się nie kompiluje, sprawdź to i popraw.
- hmmm a nie mogę tego przepisać od zera?
- nie

Absolwenci szkół wyższych – administratorzy linuksa (w CV ma napisane, że doskonale zna system, zna się też na administracji bazy danych):

- Ok masz tu maszynkę. Zwykłe ubuntu, ktoś tu nabrudził trochę i porobił się burdel z zależnościami pakietów. Poza tym, apache trzeba dodać, zaktualizować mysql do nowej wersji. Ale jest super ważne, żeby zrobić to tak, aby przestój był góra na minutę.
- hmmm, ale tu mysql jest z paczek?
- tak
- hmm no ok *klika, klika*, hmm robię apt-get update ale mam 404, nie ma już repozytorium z paczkami
- peszek, to wymyśl coś – klient chce mieć nową wersję MySQL
- no jak mam to zrobić, przecież nie mogę ściągnąć paczki i zainstalować bo mi apt-get nie działa
- to skompiluj ręcznie i zrób sobie sam paczkę
- nie potrafię

I tu zaczynają się schody, bo studia uczą co to jest postać normalna i że broń Cię Panie Boże ją łamać, ale już szukania po googlach nie. Tysiące wyidealizowaych regułek, które w życiu się nie sprawdzają, bo nagle się okazuje, że czasem warto złamać jakąś zasadę, aby mieć przyśpieszenie o rząd wielkości.

Programiści i Administratorzy – wszystko pięknie, powiedzą Ci, że tak nie powinno się robić – bo tak im powiedzieli profesorowie, ale już dlaczego tak nie można robić to nie potrafią zrozumieć. Największa bolączka to przejąć po kimś pracę. Programista najchętniej by przepisał wszystko od zera, a administrator zaorał maszynę i postawił świeży system. Problem tylko, że nie ma na to czasu i jest to zbędne. W sumie utarła się fajna reguła – dobrego programistę można poznać po tym, że potrafi pracować na cudzym kodzie, potrafi znaleźć tam błędy i poprawić je. To samo się tyczy z administratorami.

Powiesz no dobrze – ale jak to możliwe, przecież przez 5 bitych lat studiuję tą informatykę, od rana do wieczora siedzę na tej pierdzielonej uczelni i gówno umiem. No … spójrz jak studiujesz. Na wykładach grasz w karty lub bawisz się telefonem, a na ćwiczeniach zamiast pisać kod to oglądasz demotywatory. Czasem pójdziesz na zajęcia, czasem pójdziesz na piwo. Przychodzisz do domu i nie masz już na nic siły.

Przecież uczę się programować – gówno się uczysz! Na studiach przez większość czasu to będziesz się uczył – analizy matematycznej, matematyki dyskretnej , algebry, fizyki, elektroniki i tego typu rzeczy. Na programowanie nie będzie czasu. Poza tym ile tego programowania masz. Załóżmy, że masz 4 godziny wykładów i 2 godziny ćwiczeń w tygodniu. To jest 6 godzin tygodniowo (żeby nie było to razy 1,5h) = 9 godzin programowania w tygodniu. Wiesz ile to jest?
To jest jeden dzień w pracy! No może dwa jak się opierdalasz :P

Ale co warto podkreślić jest to 9 godzin pisania. Pisania, a nie picia piwa, jarania jointów, czy grania na telefonie. Spójrz w lustro i odpowiedz sobie – też grasz na telefonie na wykładach, albo zamiast pisać kod na ćwiczeniach to oglądasz demotywatory lub grasz we flashowe gry na necie? :)

Kolejna rzecz, że jest to 9 godzin, w których jesteś w 100% skupiony na tym co robisz, wiesz po co to robisz i Cię to nie nudzi. Bo jak Cię nudzi to rzuć to w cholerę i nie trać swojego czasu – zacznij do cholery robić to co lubisz!

Jedziemy dalej – duma i ambicje. Nie wiem czy to jest zasada czy nie, ale osoby, które kończą studia uważają się za lepszych. W myśl zasady MGR INŻ (Magister inżynier) jako rozwinięcie skrótu: Mogę Gówno Robić I Nieźle Żyć się sprawdza… ale niestety nie w życiu. Przychodzi absolwent studiów na rozmowę o pracę. Przechodzimy do rozmowy o wynagrodzeniu. Gówno umie, ale 6 koła do ręki – bo studia państwowe skończył.

Jak już taki dorwie prace, to może tak na prawdę gówno umieć – ważne, aby jego stanowisko się ładnie nazywało. Kierownik, Starszy programista, Manager, a niektórych to jara nawet sam Dział IT.

Zostawmy biednych studentów przejdźmy do systemu nauczania oraz samych profesorów. Idziesz na studia – na świeżo. Masz kupę materiału, na prawdę pełno. Od matematyki, po bazy danych, programowanie, systemy operacyjne, aż po elektronikę, a nawet prawo i filozofię. Jest tylko jeden problem. Studiując to wszystko nie raz się zastanawiasz “Na cholerę mi potrzebna ta matematyka? Na cholerę mi potrzebna ta filozofia?”.

Ucząc się samemu nie ma takiego problemu. Ja mając 14 lat i ucząc się assemlera nie zastanawiałem się czy to jest mi potrzebne czy nie. Chciałem coś zrobić to szukałem rozwiązania i uczyłem się nowych rzeczy. Nie na odwrót – tak jak tego uczą studia. Najpierw masz Pan wiedzę, a później spróbuj znaleźć do niej zastosowanie.

Nie mówię tutaj, że taka matematyka nie jest potrzebna – bo jest i to bardzo, szczególnie dyskretna – ale pomyśl, ile razy pisząc kod skorzystałeś z granic, z całek czy chociażby z logarytmów? Jeśli robisz gry – ok, jeśli zajmujesz się obliczeniami i złożonością algorytmów ok – ale co ze wszystkimi programistami aplikacji internetowych, co z ludźmi od baz danych, co z administratorami?

Praca nie przekłada się na studia. Tu masz problem i musisz znaleźć rozwiązanie. Nie znasz rozwiązania to szukasz na googlach. Jesteś adminem i wyjebał Ci się serwer, patrzysz w logi. W logach masz dziwne błędy to szukasz po googlach. Programujesz i wyjebał Ci się program i wywalił dziwny błąd. Nie wiesz co to za błąd szukasz na googlach. A studenci? Cóż nie uczyli nas tego na studiach.

Co jeszcze w kwestii nauczania? Programowanie na kartce. Pamiętam jak mając 16 czy 17 lat poszedłem na polibudę na egzamin z programowania w C za mojego kolegę. Zaliczyłem ledwo na 4 … ponieważ programowałem … na kartce. Oddałem kartkę i wyszedłem z sali. Później poszedł mój kolega po wyniki, profesor wziął kartkę, skompilował program w głowie i powiedział nie działa- nie ma tu średnika, a tu jest błąd składni.

Egzamin na studiach z matematyki. Chowamy wszystkie książki i robimy zadania. A wzory? Wzorów proszę się nauczyć, albo je sobie wyprowadzić. Pierdole takie coś. Od takich rzeczy mam google i książkę. Mój mózg ma ciekawsze rzeczy do zapamiętania niż jakieś tam wzory. Programując też nie pamiętam całego API, tylko albo kompilator mi podpowie, a jak nie to mam dokumentacje. Na cholerę się wkuwać na pamięć?!

Jeśli jesteśmy już przy profesorach – często jest tak, że zamiast Cię uczyć w stylu “patrz jakie to proste” to Ty raczej spotkasz się z nauczaniem w stylu “patrz jaki jestem mądry”. Studentom nie potrzeba na początku dokładności i precyzji. Dla nich macierz na pierwszych zajęciach to powinna być tabelka z liczbami, która może posłużyć do tego i tego, a nie cytując wikipedię:

Macierz – układ zapisanych w postaci prostokątnej tablicy danych nazywanych elementami bądź współczynnikami.
Określona na tym zbiorze struktura algebraiczna umożliwia wprowadzenie działań algebraicznych na macierzach.

Aj już nawet nie chce mi się pisać o ludziach co chcą robić doktorat o sieciach komputerowych, a dla nich TCP/IP to jeden protokół, a nie dwa – a o bebechach to już nie wspomnę. Często poziom pracy magisterskich też jest powalający – piękny naukowy tytuł, a w środku sklep internetowy napisany w php i mysql. Najbardziej mnie rozwalają prace typowo naukowe, gdzie trzeba coś zmierzyć, obliczyć i przeprowadzić badania i później wychodzą kwiatki w stylu “Czy kolor samochodu ma wpływ na jego prędkość maksymalną?”.

Nie chce mi się już nawet pisać. Na koniec powiem tylko jedno, ja mam już gdzieś studia. Wiem co chce robić w życiu, wiem jak mam to robić, wiem gdzie szukać wiedzy i wiem, że dam sobie rade :)

Kolorowych snów :*

27 comments so far

Add Your Comment
  1. Kamil, ogólnie jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Uważam, że ludzie często źle podchodzą do studiowania. Zamiast wyciągnąć z tych 5u lat wiedzę jak się mają uczyć i gdzie szukać rozwiązań, poświęcają masę czasu na bezrefleksyjne rycie do egzaminów. Dwa tygodnie i 15 piw później już nie pamiętają nawet z czego był egzamin ;)
    To czego mnie osobiście nauczyły studia to metodologie robienia badań i logiczne myślenie – wiązanie wątków z różnych dziedzin, krytyczna analiza itp. Ale ja się chyba nie powinienem wypowiadać, bo kończyłem studia humanistyczne :)

  2. Cześć,

    fajnie czyta się twojego bloga i mam nadzieję, że będziesz pisał częściej. W temacie posta… Polecam przeczytanie http://www.devblogi.pl/2009/12/jak-powinnismy-nauczac-informatyki.html autor opisuje dlaczego współczesne nauczanie informatyki jest złe.
    Osobiście nie zgadzam się ze wszystkimi jego tezami. Teoria jest potrzebna, nawet potrzebniejsza na początkowym etapie nauczania. Wynika to z faktu, że na informatykę trafia bardzo dużo osób, które chcą nauczyć się programowania. Niestety nie tędy droga.

    Informatyka jest działem matematyki, który uzyskał “niezależność wydzialowo-akademicką” stosunkowo niedawno. Jest jednak traktowana jako “nauka o programowaniu komputerów”, a nie nauka o “przetwarzaniu danych”. To, że przetwarzanie jest wykonywane za pomocą komputerów jest rzeczą trzeciorzędną.

    Najpoważniejszym brakiem we współczesnym nauczaniu informatyki, czy to na uniwersytetach czy to na politechnikach jest wykreślenie z programu studiów praktyk. Studenci prawa mają praktyki w sądach, medycy w szpitalach, geodeci mierzą w wakacje pora setny jakiś kawałek parku, archeolodzy szukają wódki, którą zgubili rok temu na wakacjach itd. Informatycy nie! Nie ma OBOWIĄZKOWYCH praktyk, nie ma też chęci na ich wprowadzenie do programu, ani chęci na zorganizowanie staży (takich tru z programowaniem, SVNem, CI, SCRUM, a nie z programowania ekspresu do kawy) w firmach. Z jednej strony pracodawcy poszukują “młodych, dynamicznych, z doktoratem i doświadczeniem”, a z drugiej strony osoba bez doświadczenia ma duże trudności ze znalezieniem pracy. Nie dziwię się temu. Jak zatrudniam kogoś to chciałbym, aby po góra dwóch tygodniach poznawania infrastruktury czy projektu delikwent przystąpil do normalnej pracy. Tyle tylko, że tak się nie da.

    Podsumowując. Studia tak, program studiów do poprawki.

  3. Po przeczytaniu wpisu, który poleciłeś nasunęła mi się na myśl drobna refleksja, która będę musiał jeszcze przemyśleć i rozbudować. Chodzi oczywiście o studiowanie, a dokładnie system nauczania na uczelniach wyższych… ale myślę, o tym jeszcze będę pisał ;)

  4. Kamil,
    a ja sie z Toba nie zgodze – bo rzeczy o ktorych piszesz latwo jest nauczyc sie samemu.
    Jest wiele tematow, ktorych samemu nigdy nie zrozumiesz jezeli nie jestes dobrze poprowadzony przez bardziej doswiadczona osobe … nie kazdy podaza ta sama sciezka, ktora Ty idziesz i to ze w dziedzinie, ktora sie zajmujesz jestes mistrzem nie znaczy, ze mozesz wyciagac daleko idace wnioski i generalizowac.
    Owszem sa studia lepsze i gorsze, a ja ze swojego dyplomu jestem dumny …
    pozdrawiam

  5. Rogal: nie będę ukrywał, że czekałem na Twój komentarz, ponieważ jesteś jedyną osobą, która jest bezwzględnym zaprzeczeniem tego co napisałem na tym blogu. Dodatkowo osobą, którą znam osobiście, ponieważ razem pracowaliśmy.

    Nie sposób się nie zgodzić z tym co napisałaś – przykład z naszego życia -> rektor na wydziale cybernetyki na WAT: “jak Najgebauer nie napisze książki o symulacji i prognozowaniu, to nie będzie książki na ten temat”. Ty jesteś naukowcem i teraz pracujesz nad projektami, o których wielu nawet się nie śniło. Ten wpis nie jest dla osób, które jak Ty pracują nad nowymi algorytmami hashowania, ale dla zwykłych zjadaczy chleba, którzy myślą, że idąc na studia zdobędą wykształcenie, które pozwali im poradzić sobie w pracy.

    Na studiach jest wiedza – i tego nie zaprzeczę, ponieważ sam oglądam często wykłady z MIT, Stanford University. Jest tam masa wiedzy, fundamenty informatyki, jej kwintesencja (algorytmy i dowody), jednak nie to sprawia, że jest się dobrym myśliwym i dobrze się strzela. Studia uczą jak działa broń, jak obliczyć prędkość pocisku biorąc pod uwagę warunki zewnętrzne.

    To jest fajne, ale jak się ma bagaż w postaci doświadczenia. Ludzie nie chcą liczyć prędkości pocisku, oni chcą po prostu nauczyć się strzelać. Jeśli będą dobrymi strzelcami to później sami docenią wiedzę uniwersytecką.

  6. [...] dalek – studia. Temat już wałkowany w poprzednim moim wpisie na temat studiów. Studia to ogrom materiału, który nie wiadomo do czego wykorzystać. To wszystko powoduje [...]

  7. nie wiem czy wiesz koziołek, ale owszem praktyki istnieją jako obowiązek w trakcie studiów informatycznych, także zalecam mały update w tej sprawie ;)
    a co do posta, to niestety tylko częściowo można przyznać rację autorowi. Przykład ze wzorami co podałeś chłopie, to nie obraź się, ale troszkę chybiony. To jest akurat wzorcowy przykład, gdzie mając problem, wyprowadzasz sobie sam wielokrotnie wzór rozwiązania tegoż problemu, pojmujesz go – bo w końcu od podszewki go analizujesz – i potem free to go, możesz go uzywać kiedy dusza zapragnie :) a jeśli ten hipotetyczny problem spotka Cie w nieoczekiwanej sytuacji, to google moze Ci nie pomóc i jedynym ratunkiem będzie głowa i pamięć ;) także tak jak skomentował rogal (jak mniemam): studia mają za zadanie pokazać siatkę powiązań pomiędzy rozwiązywaniem pewnych spraw i nabywaniem umiejętności. Ot cały sekret studiów :) a technologie i narzędzia informatyczne oczywiście sam juz opanowywujesz zazwyczaj, bo na studiach rzadko jest tyle czasu, przy takiej róznorodności, żeby wszystko omówić i pokazać.
    Wiec wydaje mi sie, ze Twoje y3ti podejście co do studiów jest błędne, natomiast do “robie to co lubie i wiem, jak byc w tym dobrym” to jak najbardziej ok :)

  8. [...] źródło: blog.y3ti.pl Follow us on Twitter 23 śledzących RSS Feed 196 czytelników Studia nie są Ci do niczego potrzebne! 1 głosuj! Nie stawiam pytania, tylko piszę zdaniem twierdzącym. Studia są z dupy i [...]

  9. Jakbym czytał własne myśl. Podzielam twój pogląd stary w 100%. Kierunek informatyka i jego specjalizacje powinny być bardziej wyprofilowane tak aby odpowiadały konkretnych stanowiskom pracy a nie tak jak na pierwszym roku trochę podstaw fizyki, jakaś analiza czy dyskretna itd. “To wszystko jest wam potrzebne” powiedziałby jakiś profesor czy doktor z matematyki dyskretnej a w prawdziwej robocie nawet cienia nie będzie po tym. Bo to oprócz pewnej grupy programistów nie jest reszcie informatyków potrzebne, koniec kropka.

    Drugą sprawa, i może to moja subiektywna ocena, jest pewnego rodzaju stagnacja starszego pokolenia prowadzących na studiach informatycznych. To co napisałeś o tym pisaniu programu na kartce to jest igła w stogu siana takich rzeczy. Też miałem okazję spotkać się z jednym docentem, który za każdy średnik obcinał punkt ( Pascal ), kazał się uczyć na pamięć schematów Wirtha. Ta grupa ludzi zamiast zasiewać ziarna ciekawości, pokazywać nowe sposoby myślenia, zaznajamiać z nowatorskimi narzędziami programistycznymi, zakorzenia w nas strach przez kartka papieru, długopisem i nazwą przedmiotu “Wstęp do programowania” albo “Algorytmika i programowanie”.

  10. Czytam te słowa i przypominam sobie siebie jak w czasie studiów zacząłem pracować i zdawać sobie sprawę że na studiach tylko tracę czas, ale na szczęście nie zwątpiłem i dotrwałem do licencjatu co jak dla mnie w zupełności wystarczy. Na magisterkę się nie piszę z kilku powodów:
    1. tak jak napisał koziołek “program studiów do poprawki”
    2. jak masz sporo czasu, a co za tym idzie pieniędzy to spoko – ja nie
    3. miesiąc w pracy daję więcej niż doświadczenia niż rok na studiach
    4. nie mam zamiaru pracować w jakiejś korporacji, gdzie więcej czasu się marnuje na opisywaniu niż na samym pisaniu kodu.
    5. mniejsze firmy (a raczej w takich masz szanse zdobyć doświadczenie na początku) niechętnie przyjmują magistrów, szczególnie bez doświadczenia zawodowego – za duże koszta
    6. zamiast marnować dwa lata na pisanie pracy magisterskiej mogę zrobić kilka kursów/szkoleń może nawet jakiś certyfikat

    Ale…

    Właśnie, zawsze jest jakieś “ale”. Ucząc się samemu nauczysz się radzić sobie z problemami i pewnie dobrze będziesz się spisywał w pracy, ale nie zaprojektujesz skomplikowanego systemu (nie mówię tu sklepie w php ;] ), bo tego nie nauczysz się z blogów, forów czy książek. Do tego właśnie przydaje się abstrakcyjne myślenie, którego nauczysz się na przedmiotach matematycznych. Kto coś wyniósł ze studiów, a nie tylko przebrnął przez nie od sesji do sesji to wie o czym mówię.

    Dla zachęty powiem, że program studiów już się zmienia, zaczęli wprowadzać obowiązkowe praktyki, zmniejszyli zakres przedmiotów matematycznych, itd

    Na koniec dla tych, którzy myślą o karierze w IT powiem: Studiuj i jednocześnie pracuj nawet za grosze ale pracuj bo doświadczenie to podstawa a na studiach zawsze są sesje poprawkowe, do tego nikt Cię nie zatrudni za oceny w indeksie.

  11. A ja powiem tak: Nie zgadzam się z autorem tekstu. Wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę z ofertami pracy i zobaczyć, że jedyne co się powtarza to “wymagane wykształcenie wyższe” i “wymagana znajomość języka angielskiego”. Pracodawca otrzymując 50 ofert od szukających pracy od razu odrzuci tych bez “wyższego” i tych bez “języka”. Obie grupy mają część wspólną więc zostanie kilkunastu delikwentów do zaproszenia na rozmowę, z których może 3 będzie odpowiednich. Papier przydaje się we wstępnej selekcji, oczywiście jeśli ktoś jest wybitnie zdolny i ma duże doświadczenie to zapewne przejdzie ten etap, ale nie zmienia to faktu, że ma trudniej. Pracodawca nie może rozmawiać z każdym, bo musiałby zatrudnić kolejnych pracowników tylko do gadania z kandydatami, a to też koszt.

  12. Aha, napiszę jeszcze, że sam studiowałem dzienną Informatykę na Politechnice Krakowskiej, ale zrezygnowałem po części dlatego, że nie dałem rady z analizą matematyczną, ale też dlatego, że po doświadczeniu na własnej skórze jak wygląda studiowanie dzienne doszedłem do wniosku, że to strata czasu. Teraz studiuję zaocznie na prywatnej uczelni (WSTI w Katowicach) i pracuję jako programista, co prawda za marne grosze, ale jest to praca w zawodzie i widzę po sobie jak umiejętności szybko rosną. Na PK przedmioty praktyczne i ciekawe były bardzo słabo zorganizowane, a matematyka nie do przejścia dla normalnego człowieka, do tego dochodziły dziwne przedmioty typu: mechanika, wytrzymałość konstrukcji itp. Według mnie najlepszy sposób na naukę to wkręcenie się (choćby na staż) do jakiejś średniej prężnej firmy i praca z doświadczonymi programistami nad dużymi projektami. W szkole jest zbyt dużo teorii i za mało praktyki, a samemu się człowiek nie nauczy niczego, bo dochodzenie po kilku miesiącach pracy, że coś jest nie tak z projektami, i że przydałoby się to jakoś lepiej zorganizować jest mniej efektywne niż pomoc starszego kolegi z przestawieniem się na np. MVC, czy jakieś inne wzorce projektowe.

  13. Świetny artykuł, zgadzam się w 100%. W końcu – jak to mówią – “głowa to nie śmietnik”..

  14. W wiekszosci masz racje natomiast nie jest az tak zle tzn. ze zdolnymi studentami szkajacymi pracy. Osobiscie znam czlowieka – skonczyl inzynierskie studia (informatyka) na Politechnice Rzeszowskiej – stwierdzil, ze dalej nie bedzie tracil czasu na drugim stopniu. Co zrobil ? Kupil 2 potezne ksiazki o bazach danych i przez okolo 2 miesiace dzien w dzien po pare(nascie) godzin przerabial je od deski do deski. Efekt ? Poszedl do wawki na rozmowe rekrutacyjna jakies szanujacej sie firmy – okazalo sie ze znal temat baz danych lepiej niz osoby go rekrutujace. Praca na etat od razu – po 3 miesiacach pierwszy awans.
    Oczywisicie 95% studentow jak nie wiecej nigdy sie tak nie zmobilizuje – a tym ktorym sie uda, pojada za lepsza kasa do normalnych krajow

  15. “Jeśli jesteśmy już przy profesorach – często jest tak, że zamiast Cię uczyć w stylu “patrz jakie to proste” to Ty raczej spotkasz się z nauczaniem w stylu “patrz jaki jestem mądry”.”

    Prawie cytat z Grębosza :D. Tylko w drugą stronę xP.

  16. Zgadzam się w 80 procentach, niestety głównym wymaganiem w naszej branży (IT) są właśnie studia. Także chcąc niechcąc albo trzeba mieć zajebiste wejścia albo skończy studia. Pozdrawiam

  17. ciekawy wpis, ale jednak nie w pełni trafiony – tu nie chodzi o studia, ale o cały system edukacji informatyków. podam samego siebie za przykład:

    komputer miałem w wieku około 12-13 lat, a w tym wieku wiele osób miało jakieś pojęcie o programowaniu. ja nie wiedziałem, nic. był windows i były gry na niego. Mimo wszystko zdecydowałem się pójść do liceum do klasy o profilu matematyczno-informatycznym. powodem całej decyzji by moje przyszłe życie związać z programowaniem, była przemożna chęć tworzenia, do którego jako narzędzie wybrałem właśnie komputer. swoją drogą to jest jakaś paranoja, by w wieku około 16 lat, tuż po g*wnianym gimnazjum na prowincji (by nie napisać na zad*piu) podejmować decyzję wiążące na całe życie… ale na szczęście ludzie od oświaty przewidzieli to i potrafili skorygować to;) na profilu mat-inf. miałem przez 2 lata technologię informatyczną (czytać: office, wormsy, cs, ut) i dopiero na 3 roku (*fanfary*) informatykę… w sumie nie wyniosłem nic (wielkiego) z liceum w sprawie informatyki – nauczyciel (spoko gość) umiał tylko pascala i właśnie ten język się przerabiało jako “podstawa na studiach” hehe.
    deklaracja wybieranych przedmiotów na maturę odbywa się oczywiście w 3 klasie w wrześniu/październiku, na początku “przygody” z “informatyką”. młody człowiek idąc na taki kierunek myśli, że “nauczę go” – i właśnie tu jest cały pies pogrzebany – nikt Cię niczego nie nauczy z dziedziny informatyki, tego samemu się trzeba uczyć. pamiętam, że na własną rękę próbowałem się czegoś o pascalu na uczyć, pamiętam też pierwsze problemy “nie do przebrnięcia samemu” i teraz widzę, że były jak najbardziej do przebrnięcia wystarczyło jedynie nie poddawać się i uczyć się – jednak do póki myśl, “że ktoś czegoś nas nauczy” krąży po głowie – nie mamy szans by cokolwiek pojąć. wynikiem liceum była matura – pisałem ją z matmy i z infy. Matura z informatyki to była porażka tak materiałowa, jak i jeśli chodzi o mój wynik (który pozwolę sobie przemilczeć ;P) pisząc ją na pascalu, gdy inni robili to w C, było czuć różnicę, a zawieszenie windowsa w środku najdłuższego programu w prowadziło mnie jedynie w stan biernej akceptacji świata – takiej małej nirvany… oczywiście na studia się dostałem, dzięki przyzwoicie zdanej matmie, ale jednak z infy to człowiek tak na prawdę nic nie umiał ;)

    pod sumując gimnazjum – tylko dzięki fajnemu nauczycielowi człowiek poznawał jakieś algorytmy na przykładzie schematów blokowych, ale do jasnej… byłem wtedy 14-letnim debilem, bez żadnej świadomości świata… liceum – oczywiście nie żałuje wyboru – dobrze przygotowali do matury nawet takiego lenia jak ja, ale kwestię programowej informatyki, wolę przemilczeć… komentarzem do naszych szkół średnich jest to, że koleżanka z mojego profilu pisała maturę z chemii i biologi ;)

    brak jakkolwiek przemyślanego planu edukacji informatyków – i taka jest prawda odnośnie naszej oświaty ;/ w swoim życiu jedynego co żałuję to tego, że tak późno zacząłem programować.
    Aby po maturze, wyjść ze szkoły i umieć programować, to trzeba urodzić się w domu informatyka ;) jeśli się urodziłeś w małym podkarpackim mieście, przez pierwsze lata życia komputer to był “łał” (wolę nie pisać wow :P) to już na starcie masz taką kotwicę u nogi, że tylko pozbywszy się myśli, że “ktoś Cie czegoś nauczy” można coś osiągnąć…

    przejdźmy teraz do tych nieszczęsnych studiów:
    dostałem się na UJ, oczywiście na informatykę, czego wynikiem było, to że wreszcie nauczyłem się czegoś z programowania. na zajęciach z C co tydzień, była kartkówka i do tej pory twierdzę, że tylko w ten sposób można nauczyć kogokolwiek podstaw programowania;) to właśnie na przełomie liceum i 1 roku studiów, poczułem prawdziwą radość z dobrze napisanego programu – z tego co pamiętam jedno z najmilszych przeżyć z mojego jeszcze dość krótkiego życia. Do końca życia będę pamiętał jak oddawałem projekt zaliczeniowy z Języka C. Zacząłem ją pisać czwartek o 19, w piątek (następnego dnia) o 10 był termin oddawania projektów. do tej pory jedyne co miałem to dość ulotne notatki jak ma wyglądać mój program. zarwałem całą noc, z wymaganych 200 linii kodu zrobiłem 400, wreszcie nauczyłem się w pełni posługiwać wskaźnikami w czystym C, oraz zrozumiałem o co chodzi z “trybem zombie”. ostanie poprawki wprowadzałem prezentując program. ponieważ jeszcze nie potrafiłem posługiwać się unixami, wszystko pisałem pod vistą (poroniony pomysł swoją drogą) i gdy prowadzący skompilował program pod debianem z odpowiednimi flagami, spodziewaliśmy się (obaj) kaskady warnów, z której pojawiły się 3 – 2razy zapomniałem usunąć deklarację zmiennej testowej, oraz (bodajże) zadeklarowałem zmienna FILE pod jakimś operatorem. W momencie gdy prowadzący zapytał się mnie, czy już wcześniej programowałem, odpowiadając, że w sumie nie, czułem naprawdę dziką radość.
    dlaczego o tym piszę? ponieważ, właśnie wtedy (lub gdy się obudziłem po następnych 6h) zrozumiałem, że tylko ucząc się samemu mogę coś osiągnąć.

    niestety o ile z przedmiotów informatycznych miałem 5.0 to oblałem matkę i logikę ;)
    od następnego roku studiuję na agh, jest tu znaczniej luźniej pod względem zdawalności, tym sposobem wprowadziłem dualizm moich ocen – przedmioty informatyczne 4.0-5.0 (raz 6.0 ^^) oraz reszta – byle 3.0
    jeśli zastanawia was to czy ma to jakikolwiek sens to odpowiem, że jest to słuszne pytanie. ogólnie to “nie ma sensu kupować kredensu”, ja studiując odrabiam czas “stracony” w dziedzinie informatyki poza tym świetnie się bawię z przyjaciółmi ;)

    wiem tylko tyle, że prawdziwą pasją można wywalczyć to co się chce, i pomimo tracenia czas na po “zbędne” przedmioty, można się wiele nauczyć – głównie od samego siebie, rozbijając swój kod na najdrobniejsze elementy i studiując kompilator. większość osób idących na studia (np na kierunek informatyki, ale nie tylko) nie zdaje sobie sprawę, z tego co będzie na nich robił, sądząc, że ktoś go czegoś nauczy. inaczej ma się sprawa z ludźmi, którzy wyborem studiów kierowali się swoja pasją, Ci zawsze znajdą jakąś pracę i nie jest to kwestia jakiegoś papierka, czy nie, a sposobu postrzegania tego co się robi i jak się to robi.
    gdy tylko uznam, że wiem odpowiednio dużo, poszukam pracy jeszcze podczas trwania studiów, a to czy później z nich zrezygnuję, czy będę próbował pogodzić oba to tylko czas pokaże. póki co niech sen studiów trwa dalej ;)

    ps. sry za lawinowe błędy ortograficzne, stylistyczne, ale piszę ten txt pod emocjonalnych zobligowaniem się do jak najszczerszej odpowiedzi, w czym tkwi również powód długości całej wypowiedzi ;)

  18. Ciekawy wpis, ale mocno zgeneralizowany.
    Po pierwsze: studiuję na pol. śl informatykę, jestem na 4. semestrze i mam wiele zastrzeżeń do artykułu.
    Po pierwsze skąd stracone pieniądze na studiach!? :o Bo chyba tylko można go tracić (jeśli ktoś oczywiście uważa to za stratę) na alkohol. Wszystko inne masz pod ręką – biblioteka, prowadzący w trakcie konsultacji, itp… No chyba, że rozmawiamy o studiach prywatnych, ale należy w takim przypadku wyraźnie to zaznaczyć i wtedy kwiatki w postaci nic nie umienia faktycznie się mogą sprawdzać (nie wiem, nigdy na takiej uczelni nie studiowałem).
    Druga sprawa: nigdy żadnego pisania programów na kartce nie było. Każdy egzamin z przedmiotu informatycznego przebiega przed komputerem, o ile oczywiście się nie zwolniło wcześniej.
    tertio: egzaminy z przedmiotów nieczysto informatycznych można pisać z pomocami naukowymi. Nierzadko zdarza się, że można mieć swoje wszystkie notatki z wykładów i dowolne druki, ksera z dowolnych stron, wedle uznania. Nie oznacza to oczywiście, że każdy w takim przypadku zdaje za pierwszym razem. Bo pytania wymagają myślenia, a nie bezmyślnego przepisywania z kartki…
    No i na koniec – studia służą studiowaniu, indywidualnemu pogłębianiu wiedzy, mają pomagać w zgłębianiu wiedzy. Jeśli się nic nie robi to faktycznie studia są trochę bez sensu, chociaż i tak lepiej nic nie wiedzieć i mieć “papier” niż nic nie wiedzieć i nie mieć “papierka” ;)

  19. Ciekawy wpis, masz wiele racji w tym co napisałeś, po prostu:
    1) student nie wie po co chodzi na uczelnie
    2) uczelnia nie wie po co chodzi tam student
    3) nawet jeśli wiedzą po co student chodzi i czego student oczekuje, uczelnia to zawsze tylko uczelnia – trzeba samemu wszystko zrozumieć i przekompilować – a nic nie brać za pewnik.

  20. Z ciekawoscia przeczytalem Twoj wpis… na szczescie doszedlem do tego wniosku 10 lat temu, w wieku 20 lat rzucilem studia i zajalem sie praca, administrowanie IT, troche handlu, od kilku lat trenerka.

    W wieku 28 lat wrocilem na uczelnie po “papierek”, ale jako student, mialem juz dobrze platny etat, i 8 lat doswiadczenia zawodowego, bardzo ciekawa podstawa do prowadzenia dyskusji z wykladowcami na tematy ktorych nauczaja bez podstaw praktycznych :)

  21. Z częścią Twoich poglądów się zgodzę. Porządne studia ułatwiają Tobie zdobycie wiedzy. Sam piszesz, że większość studentów na zajęciach robi wszystko tylko nie uczy się. To nie jest chyba wina studiów tylko samych studentów. Przecież studia to czas zabawy i balang. Wielkie pretensje oczywiście do całego świata bo to profesorowie nie potrafią nauczyć. Sami chcą tylko efekty bez pracy. Nieważne czy uczyliby tylko praktycznego programowania jak studenci siedzieli by w necie zamiast klepać kod. Jak napisał Scout studenci często idąc na dany kierunek nie wiedzą co tam będą robić. Na każdym kierunku byłoby to samo. Studia nie mają Cię nauczyć, od tego jest szkoła, studia mają Ci pomóc w nauce. Na moim uniwerku informatyka była na 2 wydziałach. Na matematyce “czysta” informatyka, na fizyce stosowana. Ludzie z matmy zadowoleni bo są programistami tylko bardiej swiadomi narzekali, że pisali prace nie z informatyki tylko z matmy teoria grup i takie tam. A u nas praktyczne zastosowanie informatyki. Gdzie uzcyli Cie prawdziwego programowania. Po takich studiach informatycznych mamy koderów, a nie programistów.

    Sporo studentów nie przychodzi po wiedzę tylko po papierek. Oni i tak sobie dadzą radę kombinując albo pracują jako sprzedawca itp, albo zwieją na zmywak. Życie szybko sprowadzi ich na ziemię. Przychodzą z papierami do pracy, w CV kilka paro literowych skrótów po certyfikatach, a gówno umieją. Po 3 miesiącach out i zdziwieni płaczą jaki to świat niesprawiedliwy. A sami nie wiedzą czym różni się router od bridge’a. Co z tego, że masz wiedzę jak nie umiesz jej stosować. Ale bez wiedzy nie będziesz miał czego stosować.

    Piszesz, że obecnei gimnazjalista programuje lepiej niż niejeden student. Jak czegoś nie wie to szukasz w google. ODpowiedz sobie ilu takich 3-rocznych studentó szuka w google. Jak już szukają to nie sposobu na rozwiązanie problemu czy błędu tylko od razu gotowe rozwiązanie. Nie interesuje ich sposób rozwiązania i wiedza przez to zdobyta tylko sam efekt. Jak odpowiesz takiemu aby poszukał w dokumentacji albo spróbował takiego czy innego sposobu to jeszcze opierdzieli, że nie interesują go próby on chce tylko gotowy program. Tak więc to nie do końca wina studió raczej studentów.

    Pozdrawiam
    P.S.
    Nie jestem programistą i nie pracuje w zawodzie związanym z komputerami.

  22. Nie zgodzę się. Studia pozwalają zdobyć podstawy teoretyczne, które są bardzo pomocne w dalszej pracy. Do wielu rzeczy niełatwo dojść samemu jak piszesz i nie każdy jest samoukiem.
    Można narzekać na system edukacji, ale bez studiów wyższych my informatycy jesteśmy tylko rzemieślnikami. Bo w czym jest różne to o czym piszesz od nauki fachu takiej jak np. malowanie / kładzenie kanalizacji.
    Zauważyłem, że często na studia narzekają ludzie, którzy sami mają problemy, żeby je skończyć. Jak ktoś nie ma problemów narzeka dużo mniej :)

  23. Kamilu, mylisz studia ze szkołą średnią techniczną. Tego, o czym napisałeś, powinno moc sie uczyc w technikach informatycznych, nie na studiach ! Studia moim zdaniem nie sa kursem, po ktorym znajdziesz prace, a szkola, ktora rozwinie cie intelektualnie. Jesli probowales studiowac z nastawieniem – skoncze MIM, bede wypasionym programista to sie myliles.

    Co z tego, ze studenci na wydziale informatyki nie znaja zaawansowanych kruczkow programowania w C++, fortranie i koniecznie 50-cioma innymi jezykami.
    Jedni matematycy siedza i wymyslaja nowe przestrzenie, inni “matematycy” siedza i dodaja i mnoza kolumny z liczbami podrzucone przez ksiegowego.
    Uniwersytety stworzone sa dla tych pierwszych (tworcow jezykow oprogramowania, tworcow nowych algorytmow) – ci drudzy (administratorzy~=stroze_parkingowi, programisci=kopacze_dolow) powinni fachu nauczyc sie w szkolach technicznych, czy na kursach (i nie umniejszam ich umiejetnosciom, kiedys jedni byli wyszkoleni do wymyslania algorytmow, inni wyszkoleni do przepisywania ich na karty perforowane.. razem zyli w symbiozie).

  24. Tekst całkowicie prawdziwy i dla tego olałem studia, sam się uczętego czego potrzebuję, co się do pracy przyda, a studia by mnie tylko spowalniały.
    Pozdrawiam :)

  25. całkowita prawda, niestety zdarza się i tak, że problem pojawia się w drugą stronę. Przychodzę do nowej pracy – jestem z góry traktowany jako ten “nowy” nic nie umiejący. Pierwszy dzień – stawiam nagios/nagvis/ndoutils bo w firmie nie ma żadnego systemu monitoringu – no chyba, że telefon od pani Zosi z pretensjami to system monitoringu. Co słyszę? Nic. Bo i tak nie ma nikogo kompetentnego, żeby to docenił. Pozostaje szukać pracy dalej.

  26. Ciekawy artykuł i do bólu prawdziwy. Muszę tylko zaznaczyć to, ze studia dają szansę poznać coś co może człowieka zainteresować. Nie nauczysz się programowania to fakt, ale możesz się zainteresować tym, jeśli nie miałeś wcześniej okazji. Jeśli się zainteresujesz, to w tym momencie zauważysz dobrą stronę studiowania. Niestety, dla większości ludzi studia to zdawanie sesji w terminie lub trochę po. Dla większości to nie jest rozwijanie zainteresowań. Prawda jest taka, że jeśli interesujesz się tym co studiujesz, to nie dość że zdajesz na lepsze oceny to jeszcze amsz z tego satysfakcję i możesz zostać wciagnięty w jakiś projekt badawczy czy czysto programistyczny. I to ejst własnie fajna sprawa, a że na koniec dostaniesz 3 literki do nazwiska to taki plusik do rozmów o pracę.
    Studia dają szansę nauczenia się czegoś, ale to tylko od danej osoby zależy jak ona tą szans wykorzysta. Ja swoją szansę wykorzystuję. Gdyby nie studia, to nie miałbym możliwości brania udziału w wielu ciekawych projektach i szkoleniach, które sa organizowane przez moja uczelnię dla studentów.
    No i warto brać udział w życiu studenckim, tym prawdziwym, w organizacjach studenckich. To daje mega doświadczenie i plusy na uczelni za aktywność i przyjaźnie na całe życie nieraz.
    To tyle mojego wywodu :P