2010
07.03

Istnieje język, dzięki któremu mogły powstać takie rzeczy jak UNIX, język ruby czy chociażby dokumenty RFC. Bez niego idea open source nie ma racji bytu. Od wielu lat jest inspiracją dla wielu programistów, ponieważ towarzyszy im od samego początku, czyli od narodzin czegoś co dziś nazywamy informatyką. Zgodzisz się ze mną, że warto znać język, który z powodzeniem był wykorzystywany 30 lat temu i będzie wykorzystywany przez jeszcze bardzo długi czas. Dobra wiadomość jest taka, że tego języka uczą na studiach, zła – że jak zwykle robią to do dupy, więc trzeba się go uczyć samemu.

Język angielski – bo o nim tu jest mowa jest teraz wszechobecny. Jest dosłownie wszędzie: w internecie, w dokumentacji, w książkach, a nawet w nazwach zmiennych w Twoich programach. To jest już standard, wspólny język, który dawno temu został zaakceptowany przez pionierów informatyki.

To zaskakujące, że język tak ważny dla każdego programisty jest tak chujowo nauczany praktycznie na każdej uczelni w Polsce. Angielski jest “odchamiaczem”, przedmiotem na który trzeba przyjść, odbębnić i wyjść. To straszne, ponieważ uważam, że dobra znajomość angielskiego jest dużo ważniejsza niż podstawowa znajomość fizyki czy matematyki na poziomie akademickim.

Z jednej strony angielskiego teraz uczy się już chyba w każdej podstawówce. W liceum również. Wychodzi się z założenia, że student, który przyszedł na studia świetnie zna angielski, poza tym studenta lepiej uczyć całkowania oraz liczb urojonych. Jako, że czy to jesteśmy na studiach dziennych, czy zaocznych to zawsze każdy wykładowca powie, że czasu na przerobienie materiału jest mało, a przecież każdy programista całkować musi umieć, bo bez całek żadnego programu przecież napisać się nie da. Skutkiem tego jest to, że zajęcia z angielskiego spychane są na bok i każdy je olewa.

Weźmy dla przykładu studia w trybie zaocznym. Mamy zjazd raz na dwa tygodnie, więc w semestrze mamy 8 zajęć z angielskiego po 1,5 godziny każda. Oczywistym jest, że przez taki czas nie da się nauczyć praktycznie niczego, przez co studenci olewają zajęcia. Lektorzy dolewają oliwy do ognia i podrzucają biednym studentom czytanki o tym jaki jest klimat na Majorce, czy też jaka jest historia zielonych wiewiórek. Ci bardziej “trendi” puszczą coś science (w końcu to studia informatyczne), więc poczytasz sobie o tym co Pani Krysia myśli o internecie i że @ (małka) jest używana w poczcie e-mail.

Do tego wszystkiego przyjdzie kolokwium, więc masz kolejną motywację do nauki angielskiego – uczenie się nowych słówek, ponieważ musimy mieć bogate słownictwo… więc uczymy się słówek w stylu (autentyczne kolokwium) futurolog, opieka nad dziećmi, bawół, błogosławieństwo, rak nerki. Jak o tym myślę, to aż się we mnie gotuje. Kurwa, na chuj na studiach (podobno) informatycznych uczyć o przyczynach zmiany klimatu na ziemi, czy o tym jak żyją ludzie na Syberii. Na chuj mi to? Jak będę chciał to wiedzieć, to poczytam na wikipedii, albo pójdę na jakąś antropologię, a nie informatykę.

Trzeba to zmienić! … tym bardziej, że lekcje angielskiego na prawdę można zrobić na wypasie.

No dobrze, ale skończmy z krytyką i zastanówmy się co możemy zmienić. Co możemy poprawić, aby było lepiej? Zacznijmy od tematyki. Jeśli jesteśmy na studiach informatycznych to uczmy informatyki, a nie politologii, turystyki czy medycyny. Lekcje angielskiego mogą zapełnić pewną dużą luką w programie studiów, a mianowicie historię informatyki oraz ciekawostki.

Pomyśl sobie, że zamiast czytać o tym jaki jest klimat na Majorce, będziesz czytał o tym z jakimi problemami musieli się zmierzyć Grady Boocha, Jima Rumbaugha oraz Ivara Jackobsona przy projektowania UML, albo jak Linus Torvalds pisał programy, które wyświetlały “aaaaaaa” i “bbbbbbb”, kiedy eksperymentował ze współbieżnością. Czy to nie było by ciekawsze, niż to co mamy teraz?

Takie historyjki są fajne i pouczające. Możemy poznać opinie innych ludzi, którzy musieli zmierzyć się z jakimś problemem i problem ten rozwiązali. Możemy uczyć się o historii informatyki, o tym jak powstają języki programowania oraz jak ich twórcy radzą sobie z problemem zachowania kompatybilności wstecz, gdy trzeba dodać do języka nowe funkcjonalności.

W parze z czytankami idzie nierozerwalnie słownictwo. Uczmy takich słów jak dziedziczenie, stos, kolejka, utrzymywać, naprawiać, rozwijać zamiast rak płuc, prostata, błogosławieństwo, czy aborcja. Słownictwo typowo informatyczne pomoże w czytaniu książek oraz dokumentacji. Do tego studenci będą wykorzystali angielski – do czytania dokumentacji, do komunikowania się na forach internetowych, do komentowania swojego kodu.

Studenci zamiast pisać o swoich wakacjach, niech piszą dokumentację. Zamiast uczyć się zamawiać jedzenie w restauracji, niech uczą się jak napisać zgłoszenie do supportu/helpdesku. Uczmy praktycznych rzeczy. Niech dostaną do czytania jakiś rozdział książki o programowaniu, niech uczą się czytać teksty typowo techniczne!

Teraz pytanie co z gramatyką, ale przecież co za różnica czy czasu past simple uczymy na przykładzie naszych ostatnich wakacji, czy historii jakiegoś języka programowania? Dla mnie nie ma żadnej różnicy, poza tym, że zajęcia będą dużo ciekawsze i co ważniejsze w 100% praktyczniejsze.

Kolejnymi z pozoru trudnymi do przeskoczenia problemami są lektorzy oraz podręczniki. Rektor przecież może powiedzieć, że nie ma na rynku lektorów przeszkolonych z informatyki oraz brak jest podręczników do języka angielskiego, które by uczyły na przykładzie informatyki. Poza tym, nie opłacalnym jest stworzenie takiego podręcznika, ponieważ klientem nie będzie wtedy każdy student, tylko student informatyki, co się wiążę z dużo niższą opłacalnością.

Prawda jednak jest taka, że jeśli lektorzy z powodzeniem mogą uczyć angielskiego na przykładzie bezrobocia w Argentynie nie mając przy tym dużej wiedzy z zakresu makroekonomii to tym bardziej mogą uczyć angielskiego na przykładzie informatyki, nawet gdy nie mają o informatyce pojęcia. Wiedzę zdobędą, jeśli będą czytać czytanki, które dają do czytania swoim studentom ;)))

Jeśli chodzi o podręczniki to tu sprawa też jest prosta. Na większości uczelni i tak wszyscy jadą na kserówkach i w dupie mają podręczniki. Program nauczania też czasem mam wrażenie jest taki, że na jaki pomysł wpadnie lektor to taki temat będzie na zajęciach – byle by past simple nauczyć.

Co najzabawniejsze, wiele osób uważa, że studia nie mają nas uczyć typowo praktycznego rzemiosła, tylko mają nam pokazać drogę oraz metody “studiowania”, czyli tego jak samemu się uczyć. Paradoksalnie jednak nauka języka, w którym to informatyka zapisała większość stron w wielkiej księdze zwaną historią jest robiona na odpierdol się.

Ciekawi mnie również to, czy jest jakiś związek pomiędzy tym, że większość dostępnej wiedzy informatycznej jest zapisana w języku angielskim, a ten język jest podstawowym językiem w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstały takie rzeczy jak system unix, czy język C.

Ucz się angielskiego, bo czarnej dupie będziesz bez niego!

12 comments so far

Add Your Comment
  1. Prawda, prawda…

  2. myślę, że najlepszą motywacją dla samych studentów jest wykładowy angielski, przynajmniej na najciekawszych przedmiotach. na początku pewnie bolesne dla niektórych, ale po jakimś czasie nawet ci podziękują.
    angielski jako przedmiot byłby potrzebny jako uzupełnienie, głównie do gramatyki.

  3. [...] wiadomości z tego serwisu Follow us on Twitter 57 śledzących RSS Feed 295 czytelników Język, który MUSI znać każdy programista 1 głosuj! Istnieje język, dzięki któremu mogły powstać takie rzeczy jak UNIX, język [...]

  4. a kto ma takie teksty przygotowywać? Pani Krysia po anglistyce, która o komputerach wie tyle, że jest małpka własnie. Zresztą problem dotyczy sporej większości kadry naukowej.
    Mam okazje studiować po angielsku i cóż…wykładowców płynnie mówiących i wykładających bez strachu w tym języku można liczyć na palcach jednej reki..

  5. @M4ks
    Dokładnie, problem kadrowy jest najistotniejszy. Mój lektor z informatyką miał o tyle wspólnego, że jego syn grywał w tibie. Do tego żenujące żarty pseudoinformatyczne które nikogo nie bawią. Tak więc, wykuwaj stronę bierną i ucz się o amerykańskiej kuchni na Alasce…

  6. Zależy od uczelni. Na Politechnice Poznańskiej (studia dzienne) mieliśmy o stronach internetowych, środowiskach graficznych, jądrze systemu, RAIDach itp. Pytania na egzaminie bazowały na zdobytej wiedzy informatycznej.

  7. miałem zajęcia z tej książki:
    http://englishplusplus.jcj.uj.edu.pl/about/pl/
    darmowa, opensource, a do tego nie ma w niej ani jednej czytanki o majorce ;)

  8. Ja jako student informatyki dopiero (na ok 4 roku) uświadomiłem sobie jak bardzo przydałoby mi się znać dobrze język angielski. W zasadzie do większości moich zainteresowań mi by się przydał – informatyka, za granicą , internet , programy discovery ….długo by wymieniać, ale wpłynęłoby to na duży mój rozwój. Teraz zaczynam samemu się uczyć angielskiego – samouk :) (bo obecnie niezbyt dobrze umiem, pomimo wielu lat “nauki”).Chęci mam :) teraz kwestia dobrego podejścia, metodyki do nauki – dobrych materiałów. Macie jakieś sugestie, porady i uwagi ? Ostatnio zacząłem czytać słówka ze słownika (w wolnym czasie po troszku).

  9. Ja mam calkiem sensowna sugestie:

    czytaj, sluchaj, ogladaj, obracaj sie – po angielsku. Znajdz znajomych, ktorzy nie maja problemu z mowieniem i pisaniem po angielsku. Zainstaluj sobie system po angielsku. Korzystaj z narzedzi po angielsku.

    To bardzo dobry start, moim zdaniem. Wymus na sobie funkcjonowanie PO ANGIELSKU, wlacz myslenie w tym jezyku. Rozmawiaj z kumplami, pisz komentarze, ustawiaj opisy na gadu po angielsku. Ja moge Ci w tym nawet chetnie pomoc, bo biegle wladam tym jezykiem od wielu lat – moge czasem poswiecic kilka godzin na dialogi na gadu wlasnie po angielsku. ;-)

  10. Daniel, a tak na marginesie… jesli jeszcze na polibudzie wisisz, to moglismy sie tam nawet spotkac. ;-P (odsiadywalem na automatyce/robotyce rok) Zreszta, ten link od kumpla z roku dostalem (w opis wstawil, no ale…). Jeszcze jednego zioma mam, co po angielsku tez jak automat napieprza, tez z polibudy w Pyrlandii – polecam.

  11. Dzięki za cenne uwagi. Od dłuższego czasu mam program słownik pod ręką na komputerze, rożne wtyczki w firefoxie “tłumaczące” słowa itp. , czasami użyję google tłumacza (wiem że nie jest to “idealne” tłumaczenie i nauka języka, ale …).

    Taki sam – przypadkowo nick swój ustawiłem co inna osoba (przepraszam). Mój poprzedni komentarz (jako Daniel – student informatyki). Na polibudzie lubelskiej studiowałem – w tym roku obroniłem się na inżyniera, teraz czas na magisterkę. Temat pracy miałem : analiza i ocena jakości współczesnych systemów operacyjnych. Doszedłem do takiego wniosku w sprawie przyszłej magisterki, że trochę jest bez sensu.Na polibudzie uczyli nas “wszystkiego po troszku” – potrzebnych i nie potrzebnych rzeczy. Ja wiadomo jak coś wszystkiego uczą to ma się niezbyt dużą wiedzę w konkretnej sub-dziedzinie. I tak np. w programowaniu Javy (przez jeden semestr) mieliśmy na studiach zaocznych (niewiele lepiej jest na dziennych) niezbyt dużo – zaczynaliśmy od podstaw i materiał był na 7 zjazdów. Zamiast np. magisterki (2 lata) wolałbym “dobrze” umieć język angielski, który mógłbym wykorzystać dalej w przyszłości :) . W tym zawodzie liczy się tak naprawdę wiedza praktyczna, to co umiemy wykonać, a wiedzę skądś trzeba brać (każdym możliwym sposobem) i ją umieć potem wykorzystać. Z drugiej strony zawsze można by się coś dowiedzieć nowego na magisterce, tym bardziej że teraz będę wybierał specjalizację. Magisterka (pod pewnymi warunkami) jest potrzeba do zrobienia ewentualnego potem doktoratu. Chęci pójścia na magisterkę i do nauki mam. Na przeciw temu wszystkiemu kupiłem sobie książkę – kompendium Javy. W wolnym czasie (którego mam bardzo mało, bo pochłania mnie doszczętnie praca), czytałem ją. Interesuje mnie jeszcze PHP, w które się obecnie zagłębiam, dochodzi jeszcze nauka programowania na mac os. Są jeszcze inne rzeczy i w życiu prywatnym również, do tego trzeba jeszcze znaleźć czas na odpoczynek i rozrywkę. Należy więc dobrze rozplanować sobie to wszystko, bo czas sobie szybko leci …

  12. Zgodze sie tylko z teza, ze jezyk angielski jest bardzo wazny.

    Uwazam jednak, ze kazdy kto idzie na studia i ma pretensjonalne podejscie “maja mnie nauczyc” powinien sie zastanowic po co sa studia … One sa po to, zeby nauczyc sie uczyc – a nie zeby opanowac w swietny sposob jakis jezyk programowania, obslugiwac jakis systm operacyjny, projektowac uklady scalone czy cokolwiek innego. Wszystko to sa tylko i wylacznie malutkie narzedzia i tyle. Sa duzo wazniejsze grupy zawodowe niz Informatycy – tak jak politycy, ekonomisci, bankowcy, deweloperzy budowlani, energetycy itd dla ktorych warto jest rozwijac specjalizowane kursy – jak Business english … Programisci to bardzo mala grupa zawodowa i raczej srednio wazna. I prawda jest taka, ze zamiast uczyc sie angielskiego opartego na slownictwie zwiazanym z informatyka – wiekszosc ludzic podsmiewalaby sie z bledow merytorycznych wykladowcy, nie koncentrujac sie wogole na samym jezyku. 8*1.5 godziny angielskiego raczej swiadczy, ze studia nie zostaly zaprojektowane na to, zeby cokolwiek Ciebie nauczyc angielskiego – tylko po to, zeby zmusic Cie do systematycznego pracowania nad nim.
    Co do slownictwa informatycznego – to jest ono zenujaco proste i wogole szkoda nawet czasu na cwiczenie jego na zajeciach.

    Co do okreslenia “pani Krysia po anglistyce” – otoz ta Pani Krysia ma tak samo jak absolwent informatyki ma wyzsze wyksztalcenie i to, ze nie zna sie na komputerach jak administrator sieci nie umniejsza jej w niczym… swoja droga nie slyszalem, zeby jakakolwiek Pani Krysia naszekala, ze Pan Wiesiek od komputerow mowi “kali jesc watroba”. Ego przecietnej Pani Krysi jest juz jednak duzo mniejsze niz ego Pana Wieska.

    Studia nie sa po to, zeby nabic glowe jakimis prostymi rzeczami – one sa po to, zeby sie nauczyc myslec – i potrafic sie nauczyc BEZ NICZYJEJ POMOCY, cokolwiek sobie zarzyczysz.

    Co do samego angielskiego jeszcze – to trzeba go cwiczyc wszedzie gdzie sie da: szkoly jezykowe, ogladanie telewizji CNN, BBC, Euronews, Discovery itd, wyjezdzanie na wakacje za granice … a nie narzekac, ze na 8*1.5h nic sie nie naucze … nie nauczysz sie – Twoj problem, ktos inny bedzie potrafil wyciagnac korzys z kazdej okazji …